Nowa Zelandia: Wyspa Północna

No dobra, po przygodach jakie spotkały nas na Wyspie Południowej wsiedliśmy na prom zmierzający na Wyspę Północną. Opuszczając Picton (port) targały nami mieszane emocje. Dużo ludzi mówiło nam wielokrotnie, że to, co warto zobaczyć w NZ to tylko południowa wyspa, ponoć północ ich nie zachwyciła. Nasza podróż po Wyspie Północnej była krótsza i mieliśmy plan odwiedzenia konkretnych miejsc, ponieważ byliśmy już ograniczeni czasowo (Australia = koala i kangury czekały!).

To co nas zdziwiło – to kompletnie inna NASZA opinia na temat Wyspy Północnej. Ta część NZ nas zachwyciła!!! Owszem, zgadzamy się z opiniami, iż wyspy te różnią się od siebie. Inny jest klimat (północ jest cieplejsza i klimat bardziej łagodny), roślinność, ludzie (bardziej ufni, przyjacielscy, z innym podejściem do życia i turystów). Zupełnie dwie inne części Nowej Zelandii, ale gdyby nam przyszło porównać i stwierdzić, która wyspa jest piękniejsza i warta zobaczenia – zgodnie odpowiadamy, że tego wyboru dokonać nie można, każda część ma w sobie coś pięknego i zapraszającego do ponownych odwiedzin. Urzekły nas inne rzeczy na Wyspie Południowej (o których możecie przeczytać o tutaj -> link) a teraz przedstawimy co nas zauroczyło w tej części kraju.

Rozsiądź się wygodnie.. bo zabierzemy Cię w fantazyjne krajobrazy…

Wellington

Mało kto wie, że jest to stolica Nowej Zelandii. My sami nie byliśmy tego świadomi zanim nie zaczęliśmy się interesować tematem. Twierdziliśmy, że stolicą jest Auckland – no bo większe i bardziej popularne. Jednak to własnie w Wellington znajduje się parlament oraz siedziby Ministerstw i Zarządów Departamentów. Miasto to jest również centrum nowozelandzkiego przemysłu filmowego. Ciekawostką jest, że leżąc na szerokości geograficznej 41°S jest najbardziej na południe wysuniętą stolicą świata. Miasto samo w sobie bardzo ładne, czyste i zadbane. Z racji swojego położenia miasto jest narażone na ciągłe i uciążliwe wiatry, które są powodem sztormów.  Będąc na miejscu warto zobaczyć słynny czerwony Cable Car i Muzeum Kolejki Elektrycznej, wspiąć się na Górę Wiktorii (Mount Victoria) i podziwiać panoramę całego miasta. Aby zdobyć interesujące wiadomości dotyczące historii i kultury kraju należy udać się do Muzeum Narodowego Nowej Zelandii -Te Papa Tongarewa.

IMG_3576

Tongariro Alpine Crossing Track

TAK! Postanowiliśmy się zmierzyć z 19,4 km szlakiem, który jest jednym z popularniejszych w Nowej Zelandii i jednym z bardziej widokowych. Najważniejsza na tym szlaku jest – pogoda! Kiedy jest mgliście, pada wg. nas nie ma po co iść, bo najzwyczajniej w świecie nic nie widać, a widzieć po prostu warto. Trasa sama w sobie nie jest łatwa, ale najcięższą też byśmy jej nie nazwali. Różnice wzniesień, tłumy ludzi kiedy w końcu pojawi się słońce, nie odbiera magii temu miejscu. Krajobraz wydaje się być marsjański, ze względu na kolorystykę i kamienie wyrzucone przez wulkan, wszechobecny jest również zapach siarkowodoru. Warto wziąć dobre buty, dużo wody, jedzenie i ubrać się na cebulkę – bo różnice wysokości i strome podejścia sprawiają, że raz nam zimno, a raz gorąco.

Hobbiton 

To miejsce ciężko opisać słowami, więc piszemy w największym skrócie, a zdjęcia i tak powiedzą swoje. Miejsce warte odwiedzenia, nawet jeśli nie jest się fanem Tolkiena. Miejsce BAJECZNE, wręcz FANTASTYCZNE! Mimo dużej ilości ludzi odwiedzających to miejsce, wszystko zorganizowane jest tak, że można na spokojnie spacerować między wspaniałymi chatkami i poczuć naprawdę klimat tego miejsca. POLECAMY!

Rotorua

To miejsce uważane jest za nowozelandzką stolicę zjawisk geotermalnych. Jak dla nas mini wersja Yellowstone. Fajne, aczkolwiek trzeba uważać i nie dać się nabrać – niektóre gejzery „wybuchają” z pomocą człowieka, warto szukać tych naturalnych.

IMG_3756

Hot Water Beach

Tutaj to była zabawa 🙂 Najlepsze miejsce by wybrać się na spacer po plaży z wiaderkiem i łopatką. A co potem? W czasie odpływu szuka się odpowiedniego miejsca na plaży, kopie sobie dołek i leży się (jak sama nazwa plaży wskazuje) w gorącej wodzie. Uwaga – woda jest naprawdę gorąca, gdyż gorące źródła znajdują się blisko powierzchni.  Pomocne jest wiaderko – biegnie się do oceanu i przynosi lodowatą wodę do wykopanego dołku. Tak oto powstaje prywatne spa i basen termalny 🙂

Coromandel

Piękne plaże, piękna roślinność, odpoczynek gwarantowany!

90 miles beach

Plaża z nazwy ma 90 mil długości, a tak naprawdę jest długa na 55 mil czyli 88 km…  Wiąże się to z tym, że misjonarze przemierzali ją na koniach, które średnio pokonywały 30 mil dziennie. Przejście tą plażą zajęło im 3 dni – czyli teoretycznie 90 mil. Nie uwzględnili jednak tego, że konie poruszały się wolniej po piasku.

Jest to droga publiczna, którą można jeździć i co ważne – lepsza niż nie jedna nowozelandzka droga! Trzeba tylko uważać by się nie zakopać, dlatego polecamy wyprawy samochodem 4×4. Przed udaniem się tam wypożyczonym samochodem, warto dowiedzieć się czy w ogóle możemy – większość wypożyczalni tego zabrania, bądź musimy wykupić dodatkowe ubezpieczenie.

IMG_3940

Cape Regina

Jesteśmy najbardziej na północy, północy Nowej Zelandii 🙂 Pięknie tutaj. Widać jak Morze Tasmana łączy się z Oceanem Spokojnym. Jest też znak, który informuje jak daleko jest do konkretnych miejsc… miedzy innymi, do najbardziej południowego miejsca na wyspie południowej – gdzie też przecież byliśmy.. zdajemy sobie sprawę, że przejechaliśmy Nową Zelandię od końca do końca 😀

Auckland

Nazwalibyśmy to miasto, tym które nigdy nie śpi. Zatłoczone, ludzie będący wiecznie w biegu, coś ciągle się tam dzieje i non stop tętni życiem. Takie miasta, albo się kocha, albo nienawidzi. Nam się to miasto bardzo spodobało, ponieważ prócz drapaczy chmur można odnaleźć zielone parki, w których można odpocząć i się zrelaksować. Po pracy można pojechać na pobliskie plaże, gdzie człowiek zapomina o stresie w pracy i cieszy się życiem.

To tutaj nasza podróż po Nowej Zelandii się kończy. Tutaj sprzedajemy nasze auto, które służyło nam 8 miesięcy, a przez 43 dni, było naszym domem na kółkach. Z sentymentem żegnamy się z Wyspą, z nadzieją, że może kiedyś dane nam będzie tu wrócić, by zobaczyć jeszcze więcej…

Przeżyliśmy niesamowitą przygodę, do której z pewnością wielokrotnie będziemy wracać w myślach!

NOWA ZELANDIA, info baaaaardzo ogólne, podsumowując:

  • piękna !!!
  • łatwa w podróżowaniu
  • na dłuższy pobyt warto kupić auto, a potem je sprzedać (minimum formalności, dla chętnych cały proces opiszemy)
  • ruch jest lewostronny, więc warto upewnić się kto ma pierwszeństwo 🙂
  • asortyment w sklepach dość ubogi
  • koszty życia jak na polskiego turystę – drogo
  • praca na wizie working holiday: ciekawe doświadczenie, którego my w tym kraju już nie chcielibyśmy doświadczać. Ale tak naprawdę wszystko zależy od ludzi, na których się trafi 🙂
  • waluta – dolar nowozelandzi (1 NZD to ok. 2.55 zł)
  • język urzędowy – język angielski, maoryski
Reklamy

Nowa Zelandia – czyli życie w strefie kiwi: Wyspa Południowa

Zakończyliśmy naszą przygodę z Nową Zelandią. Spędziliśmy 9 miesięcy w tym odległym od Polski kraju. Poznaliśmy kulturę kraju Kiwi, zasmakowaliśmy pracy jak lokalsi, śmiało można powiedzieć, że zjeździliśmy Nową Zelandię wzdłuż i wszerz oraz zobaczyliśmy to, co chcieliśmy zobaczyć. Ta podróż różniła się od naszych poprzednich… Dlaczego? Auto, które kupiliśmy na początku, stało się naszym domem na kółkach. Spaliśmy w nim, gotowaliśmy i ogólnie rzecz biorąc żyliśmy.

Nasze życie w aucie trwało 43 dni, przejechaliśmy 10 tysięcy kilometrów.

Spoiler: było super!

Zacznijmy od wyspy południowej gdzie zaczęliśmy naszą przygodę. O wyspie północnej możecie przeczytać tutaj -> klik 🙂

Start: Nelson (miasto, w którym już kiedyś byliśmy, więc teraz nie będziemy się rozpisywać co warto tutaj zobaczyć, bo to wszystko znajdziecie w poprzednich postach).

Punakaiki – miejscowość na Zachodnim Wybrzeżu, gdzie wapienne formacje skalne w trakcie erozji utworzyły tzw. Skały Naleśnikowe (Pancake Rocks). Miejsce warte zobaczenia :).

IMG_2654.JPG

Następnie poprzez miejscowość, która brzmi jak nazwa ziemniaka – KUMARA dotarliśmy do Hokitika – urocze miasteczko, w którym każdy na plaży szuka słynnego nowozelandzkiego „greenstone” (zielonego kamienia). Kto nie znajdzie, rusza do sklepu by nabyć tą unikatową i bardzo ładną biżuterię (też taką nabyliśmy, a co :P). Kiedyś panowała tam istna gorączka złota, a teraz jest to spokojne i klimatyczne miejsce. Będąc tutaj warto udać się na pobliskie Blue Pools – jeziora z niebiańską wodą.

20171019_104601.jpg

Czas na dwa lodowce – Franz Josef i Fox Glacier – oba położone w niedalekiej odległości od siebie. Nam nie udało się ich zobaczyć, bo chmury były za nisko i wszystko zasłoniły. Nie ma co jednak ukrywać, że interes tutaj kwitnie – turyści przyjeżdżają w to miejsce i korzystają z drogich atrakcji np. 20 minutowy lot helikopterem nad lodowcem – 200 dolarów.

Nareszcie Wanaka – piękne miasteczko z jeszcze piękniejszym jeziorem i okolicami. Słynne „that Wanaka tree” czyli najpopularniejsze drzewo w całej Nowej Zelandii – koniecznie musicie zrobić mu zdjęcie :). Co warto zrobić będąc tutaj?

  • wejdź na górę Mt. Iron i podziwiaj 360ᵒ panoramę na miasto,
  • udaj się na spacer i podziwiaj kolejne „niebieskie jeziorka” (Blue Pools Track),
  • zobacz War Memorial upamiętniający ofiary z I i II Wojny Światowej,
  • a przy odrobinie szczęścia i pogody zdobądź Roys Peak i zachwyć się widokiem!

To i wiele, wiele innych pięknych miejsc czeka na Was w Wanaka.

Piękna droga prowadząca z Wanaka do Queenstown zaparła nam dech w piersiach (nie tylko nam, bo nasze autko musiało się nieźle namęczyć by wyjechać po tak stromych zakrętach na samą górę). Samo Queenstown jak dla nas to jak nasze polskie Zakopane tylko, że ma bonus w postaci jeziora. Jest ładnie, jednak dla nas zbyt turystycznie, zbyt tłoczno i zbyt drogo. Nie da się jednak ukryć, że jest to miejsce dla wszystkich, którzy szukają doznań i adrenaliny, bo to tutaj znajduję się między innymi najsłynniejsza na świecie huśtawka. Każdy, kto poszukuje wrażeń, na pewno je tam znajdzie. Nam bardzo podobały się widoki z gondoli oraz wyścig na samochodzikach 😀

Następnym miejscem na naszej liście była zatoka Milford Sound. Mimo, że jest z nazwy zatoka, tak na prawdę jest wyrzeźbiona przez lodowiec. Fiord długi na 20 kilometrów z wysokimi pionowymi ścianami charakteryzuje się zróżnicowanym zasoleniem wody i… tym, że jest to jedno z najbardziej deszczowych miejsc na ziemi. My mieliśmy „szczęście” i trafiliśmy na deszcz 🙂

Bluff – bardziej na południe wyspy południowej się już nie da…

20171024_152405

Dunedin- znajduje się tutaj najstromsza ulica świata (Baldwin Street), a nam wydawało się, że te ulice co widzieliśmy w San Francisco to bardziej strome już być nie mogą, a tu jednak! Kąt nachylenia tej ulicy wynosi 38%!

Zabytkowa stacja kolejowa również robi wrażenie…

20171026_142350

Uliczki miasta zdobią artystyczne graffiti, jedno jest nawet autorstwa Polaka 🙂 Robiąc sobie przerwę w zwiedzaniu, można skusić się na wizytę w fabryce czekolady – Cadbury. To aż nieprzyzwoite robić tak pyszną czekoladę! Ogólnie całe miasto robi wrażenie bardzo przyjemnego i chętnie spędzaliśmy tam czas.

Miasto miastem, jednak nie zapominajmy o okolicach – Tunnel Beach, piękna miejscówka, warto pomęczyć się i zejść na sam dół a potem wspinać się na górę.

No i w końcu jesteśmy. Widzieliśmy tą górę przed naszą wyprawą setki razy, a jednak na żywo robi jeszcze większe wrażenie. Mt. Cook (3724 m n.p.m), bo o nim mowa, jest najwyższą górą w Nowej Zelandii i położony jest w Alpach Południowych. Na zboczach góry znajdują się dwa lodowce: Tasmana i Hookera. Nazwa swoją górę zawdzięcza oczywiście Jamesowi Cookowi, który przybył do Nowej Zelandii w 1770 roku. Góra nas zahipnotyzowała, dlatego chcieliśmy oglądać ją z każdej możliwej strony.

Po Lake Pukaki, u którego podnóża znajduje się Mt. Cook, ruszyliśmy na Lake Tekapo, czyli miejsca gdzie szukaliśmy „drogi mlecznej” gdyż jest to teren najczystszego nieba. Nigdy nie widziałam tak pięknego nieba, tysiące gwiazd i konstelacji, które wydawałoby się, że świeciły o wiele mocniej, intensywniej niż gdziekolwiek indziej… ten obraz został już tylko w naszych wspomnieniach, bo niestety nie mamy odpowiedniego sprzętu by uwieczniać takie zjawiska. 22253600.JPG

Kaikoura – w tym miejscu mieliśmy jeden cel: spełnić marzenie i pływać z delfinami w ich naturalnym środowisku. Nie chcieliśmy pływać z delfinami, które są zamknięte w ciasnych basenach, trenowane i niejako zmuszane do zabaw z człowiekiem. My weszliśmy do ich naturalnego środowiska jakim był otwarty ocean i daliśmy im wybór: albo my je zainteresujemy na tyle, że będą chciały z nami pływać i bawić się albo sobie od nas odpłynął. Na szczęście delfiny są tak radosnymi stworzeniami, które uwielbiają zabawę więc obie strony miały niezłą frajdę :).

Z Kaikoury ruszyliśmy w kierunku nam bardzo dobrze znanym – Blenheim (mieszkaliśmy i pracowaliśmy właśnie tam) by znaleźć się w Picton – miejscu skąd wypływają promy na wyspę północną.

IMG_1951

I na tym kończy się nasza wyprawa po wyspie południowej, ale to nie koniec. Przecież przed nami jest już widoczna wyspa północna, która jest zupełnie inna niż południe.