Rarotonga – na środku Pacyfiku

Rarotonga jest jedną z 15 Wysp Cooka na środku Oceanu Spokojnego. Wybraliśmy się tam na nasze wakacje. Ktoś może zapytać dlaczego akurat tam, mając tyle wysp do wyboru. No więc powodów było kilka 🙂 Jako że wyspa należy do Nowej Zelandii to walutą tam obowiązującą jest również dolar nowozelandzki. Problem wymiany walut i późniejszego przeliczania co ile kosztuje z głowy 🙂 Kolejnym powodem były tanie loty jakie udało się nam znaleźć, do tego chcieliśmy po prostu gdzieś pobyczyć się w ciepłym miejscu, a wielu nowozelandczyków bardzo zachwalało tą wyspę 🙂

Decyzja została podjęta, bilety kupione, a więc czas ruszać w drogę!

Nasz wylot był z Nelson – miasto położone półtora godziny drogi od miejsca gdzie mieszkaliśmy. Później niecałe półtora godziny lotu do Auckland, kilka godzin przesiadki i 10 października o godzinie 19 nasz samolot wzbił się w niebo ustawiając kurs na Rarotongę. Co ciekawe – przylecieliśmy kilka minut po północy tego samego dnia. Wyspa znajduje się za linią zmiany daty, więc byliśmy jeden dzień młodsi! (do czasu :)). Między Rarotongą a Nową Zelandią jest 23 godziny różnicy w czasie.

IMG_0260

Na lotnisku gdzie starszy pan przygrywał na ukulele lokalne pieśni, przywitano nas z uśmiechem oraz podarowano nam wieniec na szyje z świeżych i pachnących kwiatów.

IMG_0324

Szybki transfer do miejsca naszego noclegu. Pokój wynajęliśmy na airbnb w super lokalizacji – przy plaży. Naszymi gospodarzami była miła para: jego korzenie są na Tahiti, a jej w Niemczech. Wraz z nimi 5 zwierzaków: dwa psy i trzy koty. Naszym ulubieńcem został kot, który miał trzy łapki.

Każdy dzień zaczynaliśmy od celebrowania widoków z tarasu. Jedliśmy śniadanie w pierwszych promieniach słońca i wsłuchiwaliśmy się w szum fal.

IMG_0288

Ponieważ październik jest miesiącem kiedy wiosna dopiero się zaczyna, to pogoda temperaturą nas nie rozpieszczała (co oznacza, że żar nie lał się z nieba ale było ciepło  i mimo wszystko spiekliśmy się na raka, a skóra schodziła z nas płatami jeszcze dłuuugi czas), dwa razy pojawiły się opady deszczu. Pogoda na wyspie tropikalnej nigdy nie jest do przewidzenia i tego zaplanować się nie da. Tak czy siak, postanowiliśmy korzystać z uroków wyspy.

Jak najlepiej zwiedzać wyspę? Skuterem, a tutaj aby wypożyczyć skuter należy posiadać prawo jazdy Wysp Cooka. No więc udaliśmy się na najbliższy komisariat policji gdzie każdy turysta musi zapłacić 20 dolarów, zdać test teoretyczny i praktyczny, a potem może cieszyć się pamiątkowym prawem jazdy z Wysp Cooka (ważność tego dokumentu to 30 dni).

IMG_0615

Udaliśmy się także na rejs statkiem z Kapitanem Tama’s-em i jego załogą. Podczas rejsu mieliśmy czas na nurkowanie, pyszny lunch składający się z świeżej ryby z dodatkami oraz egzotycznych owoców. Załoga urządziła pokaz wspinania się na drzewo kokosowe oraz pokazała jak otworzyć i co można zrobić z kokosa.

Po raz pierwszy próbowaliśmy naszych sił na paddleboardingu – świetna zabawa. Połączenie serfowania z kajakiem, bo stoi się na desce z wiosłem 🙂

13545600

Udało nam się też zrobić szlak wiodący poprzez wyspę (Cross Island Track), co prawda odkładaliśmy go ze względu na pogodę, ale ostatniego dnia udało się i wyruszyliśmy do dżungli aby zdobyć górę Igła (The Needle).

Ciekawym doświadczeniem była nasza niedzielna wizyta w kościele. Mimo to, że wiedzieliśmy, iż jesteśmy w kościele katolickim, nie zauważyliśmy ani jednego znaku krzyża, a wystrój świątyni był bardzo skromny. Sama msza trwała równo godzinę, ale bardzo różniła się od tej polskiej. Ceremonia głównie odbywała się w języku maoryskim, jednak czasami pojawiał się także język angielski. Część ludzi była ubrana na biało i to oni zajmowali pierwsze ławy, zaś reszta ludzi była ubrana bardzo kolorowo. W długich sukniach kobiet i koszulach mężczyzn dominował motyw kwiatów, dodatkiem (chyba obowiązkowym) dla kobiet były kapelusze. Msza była bardzo głośna, było dużo śpiewów i to z podziałem na role: część śpiewały same kobiety, potem tylko mężczyźni, a potem wszyscy razem. Nikt nie przyjmował Komunii ani nikt nie klękał. Ksiądz był ubrany w czarny garnitur i koloratkę. Po uroczystościach zostaliśmy zaproszeni przez Księdza na herbatę, jednak początkowo nie chcieliśmy iść, bo czuliśmy się trochę skrępowani, jednak zaproszenie zostało powielone kilka razy przez kilka różnych osób, a na koniec zostaliśmy wręcz za ręce wciągnięci do małej sali, w której odbywała się prawdziwa uczta. Naszym oczom ukazała się totalna wyżerka: kanapeczki, mięso, szynki, owoce, kilka rodzajów ciast i ciasteczek, kawa, sok i herbata. Jak skończyliśmy jeść to ludzie podziękowali nam za przyjście i odwiedzenie ich, a także zaprosili ponownie na wyspę.

Wyspa ta jest niewielka, ma powierzchnię 67.1 km2 (dla porównania, Kraków jest 5 razy większy!) i zamieszkują ją przyjaźni mieszkańcy. Turystów w tym czasie nie było wielu, dzięki temu było spokojnie, a plaże nie były zatłoczone. Ponieważ jest to wyspa, to ceny jedzenia są wyższe niż te na lądzie. Oczywiście ma to sens, ale ceny trochę nas zaskoczyły, bo nie spodziewaliśmy się aż tak dużej różnicy. Knajpek, restauracji i barów jest wiele, a szczególnie w okolicy słynnej plaży Muri. To tą plaże najczęściej wybierają surferzy ze względu na silny wiatr w tej części wyspy. Cztery razy w tygodniu jest czynny Muri Night Market – czyli miejsce gdzie można zjeść coś dobrego i świeżego oraz oglądać pokazy tańca lokalnych mieszkańców.

IMG_2579

Na wyspie znajduje się wiele hoteli, resortów, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Jest to także popularne miejsce do zawierania ślubów ze względu na bajkową scenerię na plaży 🙂 Niemka u której mieszkaliśmy zajmuje się fotografią ślubną na wyspie i sama potwierdza, że ma ręce pełne roboty. Sami widzieliśmy w ciągu tygodnia dwa różne wesela i sesje zdjęciowe na plaży.

Dziwnym zwyczajem, który nas zaskoczył, jest stawianie nagrobków tuż przy domach. Widzieliśmy kilka mniejszych cmentarzy, ale wydaje się, że większość osób chowanych jest ogrodach.

IMG_2427

No i wiadomo – obecność psów obowiązkowa. Psy bezpańskie, które grzecznie i nienachalnie spacerują za turystami w nadziei, że zostaną poczęstowani czymś do jedzenia.

08070500

Nasz pobyt na wyspie wspominamy bardzo dobrze i z pewnością marzymy o kolejnej rajskiej wyspie…

IMG_E0289

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s