Co słychać w Nowej Zelandii

Witamy Was, po długim milczeniu 🙂 spowodowanym tym, że u nas ostatnio bardzo stabilnie i cicho, jednak zacznijmy od początku …

Jak wiecie przyjechaliśmy tutaj na wizie working holiday, a więc naszym planem jest najpierw praca a potem podróże. Szkoda tylko, że z pracą nie jest tutaj tak łatwo, ofert pracy mało, a chętnych by ją podjąć jest wielu backpakerów. Dlatego wszelkie ogłoszenia o jakiejkolwiek pracy znikają jak ciepłe bułeczki. Dodatkowo, jako polacy mamy nie fajne ograniczenie w związku z naszą wizą – nie możemy pracować dłużej niż trzy miesiące u jednego pracodawcy. Utrudnia to znalezienie pracy jeszcze bardziej, no bo komu by się chciało przyjmować pracownika, szkolić go a on by odszedł po trzech miesiącach?

Dlatego w Nowej Zelandii wśród podróżników popularne są prace na zbiorach (zbieranie owoców, m.in kiwi, winogron, jabłek, oraz prace porządkowe, t.j przycinanie drzewek), w fabryce, na budowie, oraz jako pomoc przy odbudowach dróg po trzęsieniach ziemi. Co ciekawe, pracodawca często wymaga, aby przed rozpoczęciem pracy wykonać test na obecność narkotyków i alkoholu w organizmie. Wydaje się, że mają dosyć ograniczone zaufanie do obcokrajowców poszukujących pracy tymczasowej, ale nie ma się co dziwić kiedy widzi się zachowania młodych (w naszych obserwacjach – entschuldigung szczególnie niemców), którzy przyjechali tutaj zaraz po liceum, nie mając pojęcia o pracy i o tym jak zarabia się pieniądze, bo zazwyczaj oni tylko je wydawali. Obserwując ich pijanych, zjaranych i czytając newsy w prasie o kolejnych kradzieżach w sklepach dokonanych przez backpakersów, robi się nam wstyd. Bo takie osoby niestety psują opinie innym ludziom, którzy tak się nie zachowują. Niemniej jednak kij ma dwa końce i też, my backpakerzy nie jesteśmy zawsze równo traktowani przez pracodawców. Nas osobiście póki co nic nieprzyjemnego nie spotkało, ale dużo znajomych narzeka, że pracodawca postrzega ich (backpakerów) jako tanią siłą roboczą i jeśli nie oni to bez problemu znajdzie się ktoś na ich miejsce.

No, dobrze ale co u nas?

Pracę próbowaliśmy znaleźć w pierwszym mieście, do którego przylecieliśmy – Christchurch, dosyć duże miasto, więc wydawało się, że daje wiele możliwości.. niestety pomyliliśmy się, gdyż po trzęsieniach ziemi wydaje się, że to miasto jeszcze nie „stanęło na nogi”. Skuszeni ofertami podjęcia szybkiej pracy w winiarniach udaliśmy się do małej miejscowości Blenheim na północy południowej wyspy. To miasteczko słynie z winnic i napoju bogów zwanego winem 🙂 Zatrzymaliśmy się w hostelu, który oferował deal „mieszkasz u nas, a my załatwiamy Ci pracę” (wydaje się, że w NZ jest pełno takich „dealów” :D), oczywiście okazała się to ściema.. a my nabieraliśmy się z tygodnia na tydzień, kiedy mówiono nam, że już mają dla nas pracę, tylko mamy być cierpliwi. Nam już cierpliwości brakowało, sami codziennie udawaliśmy się na poszukiwania pracy, wysyłaliśmy CV, dzwoniliśmy i pytaliśmy, ale zazwyczaj słyszeliśmy: „przykro nam, spóźniliście się”. Wrrrrr!!!! Koniec końców w winnicach przepracowaliśmy dwa dni. Znaleźliśmy sami nową pracę i wynajęliśmy pokój wyprowadzając się z hostelu. Co ciekawe za wynajęcie prywatnego pokoju płacimy mniej niż za pobyt w hostelu w sześcioosobowym dormie. Naszą nową pracą okazała się fabryka warzyw 🙂 My byliśmy odpowiedzialni za sprawdzanie jakości produktu, wyrzucenie tego co nie spełniało norm, oraz dbanie o nasze maszyny 😀 Ogólnie praca nie ciężka, ale czasami monotonna. Odkryliśmy także tajniki produkcji jedzenia i teraz już wiemy jaką drogę przechodzą warzywa, by w końcowym efekcie znaleźć się u nas na talerzu 🙂 Mamy też pewność, że dzięki naszej pracy nie zabraknie mrożonych warzyw w całej Nowej Zelandii 🙂

my w winnicy
My w winnicy
IMG-20170617-WA0000
A Robert woził się tak..

Naszymi współpracownikami byli głównie Koreańczycy, którzy stanowią sporą grupę wśród backpakerów w NZ. Ze wszystkich Azjatów to chyba ich lubimy najbardziej, mili, życzliwi i uśmiechnięci 🙂 jednak bardzo głośni.

received_612824558923591received_1172646236196176

Trzy miesiące spędzone w tej fabryce szybko nam minęły, więc czas na poszukiwania nowej pracy na kolejne trzy miesiące. Z pracą znowu jest krucho, mimo iż na internecie ogłoszeń jest mnóstwo, a my odświeżamy stronę niemalże co kilka minut to dzwoniąc często słyszymy, że już praca nieaktualna albo ktoś nie jest zainteresowany współpracą na trzy miesiące, lub też mamy kontaktować się jak dojedziemy na miejsce. Problem w tym, że my nie bardzo chcieliśmy opuszczać naszą bezpieczną miejscówkę, jechać w ciemno i ryzykować kolejne tygodnie bez pracy. Obliczyliśmy, iż w ciągu pierwszych trzech miesięcy w Nowej Zelandii, przeprowadzaliśmy się 5 razy!

Żeby nie było, że tylko o pracy to …

Mając wolne staramy się zwiedzać piękne miejsca w okolicy 🙂 A planów jeszcze więcej..

IMG_2280
Lunch time 🙂
IMG_2285
Lake Rotoroa
IMG_2346
Lake Rotoiti

 

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s