Ale Meksyk!

Od miesiąca potajemnie planuje nasze wakacje. Chcieliśmy lecieć na Kubę, ale jakoś tak wyszło, że nie wyszło i zamiast tego jest.. Meksyk! 😀

Kiedy w 2014 roku poleciałem do Meksyku z dwoma koleżankami po campie, powiedziałem sobie „jeszcze tutaj wrócę”.. Ten kraj mnie zauroczył! Dużo słońca, piękne plaże, ruiny, dżungle, ruiny w dżungli na plaży..! Kiedy opowiadałem Karolinie o mojej wyciecze widziałem nutkę zazdrości w oczach, a ja wiedziałem, że kiedyś ją tam zabiorę 🙂 Tak więc jak w pracy wszyscy brali urlopy, skręcało nas niesamowicie, że każdy gdzieś jeździ, a tylko my nie.. Tym bardziej, że w lato wiemy jak będzie ciężko, bo Banff to typowo turystyczna miejscowość. Zacząłem potajemnie myśleć i planować..


Robert zrobił mi niespodziankę i zaplanował 2 tygodniowy wypad do Meksyku!! Był to wyjazd spontaniczny – przynajmniej dla mnie, bo dowiedziałam się o nim 10 dni przed wylotem. W pośpiechu kompletowałam letnią odzież. W końcu jakaś egzotyka – w końcu wakacje i w końcu temperatura wyższa (o wiele) niż w Kanadzie. Nie mogliśmy się doczekać, bo dla mnie miała to być moja pierwsza wizyta w Meksyku a dla Roberta druga.

Zaczynamy!

Lot z Calgary do Cancun minął szybko, a w samym Cancun, mającym słabe opinie, byliśmy tylko tyle, by wypożyczyć auto i ruszyliśmy dalej do..

Playa del Carmen  – dzień postanowiliśmy przeznaczyć na odpoczynek i nic nie robienie. Wczorajsza podroż samolotem i potem dotarcie późnym wieczorem do Playa del Carmen nas wykończyła. Wczoraj wieczorem nasza koleżanka z Kananaskis (Kanada) napisała do nas z pytaniem czy jesteśmy już w Meksyku i okazało się, że jesteśmy w tych samych miejscach (świat jest naprawdę mały), dlatego umówiliśmy się z nią na plażing, leżing i smażing ;). Byliśmy na pięknej plaży, słonce świeciło mocno często zachodząc za chmury ale i tak nie dawało nam zbyt dużo cienia. Wiał lekki wiat, który chłodził nasze ciała przez co nie wydawało się aż tak gorąco. Morze Karaibskie piękne – kolor turkus, ale tak pięknego, że jeszcze nigdy nie widziałam takiego koloru wody. Jednak była zimna!  Wydawało się nam, że będzie cieplejsza, ale po kilku naszych nurach – woda wydawała się wręcz idealna 🙂 Popołudnie spędziliśmy w typowej meksykańskiej knajpce. Jedzenie pyszne.. ciepłe i świeże, a do tego koktajl owocowy.. no cudownie 😉

Dzień drugi w Playa del Carmen spędziliśmy buszując po kolorowych straganach poszukując pamiątek. Jednak wysoka temperatura wcale nie ułatwiała nam zadania (dnia poprzedniego spiekło nas to niepozorne słoneczko) bo żar lał się z nieba, a z nas pot. Dlatego zmęczeni wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do oddalonego o 60 km miasta – Tulum.

Tulum, dzień 3. Dzisiejszy dzień był zaplanowany na zwiedzanie ruin. Rano by uciec przed skwarem udaliśmy się na słynne ruiny Majów, które otoczone są murem i położone na 12 metrowym klifie Morza Karaibskiego. Polecamy każdemu kto udaje się w te okolice :).

13131635_974888762608491_5006913112198020256_o

W drodze do Chetumal (naszego noclegu) zatrzymaliśmy się w Laguna Bacalar, gdzie jezioro miało kolor laguny, a dokładniej mówiąc miało aż 7 odcieni! Kolor wody był przepiękny i nie łatwo było oderwać wzrok! Zaczęliśmy aktywny wypoczynek wypożyczając kajak. Niestety zdjęć nie mamy, bo cały sprzęt zostawiliśmy w aucie – Robert nastraszył mnie, że nigdy wcześniej nie pływał kajakiem i jest pewny, że się wywrócimy. Tak pływaliśmy sobie po tym pięknym jeziorze i podziwialiśmy jego odcienie. Robert okazał się bardzo dobrym kajakarzem. Nocleg w Chetumal znaleziony poprzez Airbnb  trochę nas przeraził.. Co prawda wiedzieliśmy,  że nocleg będzie bez klimatyzacji, ale dzień  wcześniej, kiedy rozważaliśmy opcje noclegu stwierdziliśmy, że chcielibyśmy nocleg ze śniadaniem, bo od momentu podróży nie jedliśmy normalnego śniadania. Jako że noclegi w hotelu + śniadanie przekraczały nasz budżet stwierdziliśmy, że  bez klimatyzacji powinno się obejść, a śniadanie chcemy zjeść :). Niestety, trochę przesadziliśmy, bo całe pomieszczenie, w którym mieliśmy przebywać było tak małe, duszne i bez okien, że po 1 minucie przebywania tam pot z nas spływał strumieniami. Co więcej – właścicielki ogłoszenia nie było, a jej brat, który nas przyjął nie wiedział nic o żadnym śniadaniu!

Byliśmy bardzo źli, bo to przecież dla śniadania zrezygnowaliśmy z klimatyzacji… Ale po rozmowie z nim obiecał, że coś wymyśli. No i wymyślił, bo na stole dnia następnego zauważyliśmy: suchary, 4 surowe jajka i kilka sztuk mango – które chyba było mocno niedojrzale, bo kwaśne i po prostu niezjadliwe.. Za to jajka.. prawdziwe, wiejskie i smaczne! (zupełnie inne niż kanadyjskie.. w smaku to jak prawdziwe polskie). Co do nocy .. Całą noc mieliśmy wiatrak włączony na najwyższych obrotach, ale i tak było gorąco, a na domiar złego całą noc szczekały psy.

Kolejny dzień spędziliśmy zwiedzając ruiny majów w Palenque. No bo w końcu jak majówka to tylko u majów 😉

20160425_103725

San Cristobal de las Casas – bez wątpienia mogę powiedzieć, że jest to jedno z najpiękniejszych miast Meksyku. Klimatyczne, chłodniejsze (temperatura za dnia to około 20 stopni) i ludzie bardzo mili. Z pięknego miasteczka udaliśmy się na wycieczkę łódką podziwiając Kanion del Sumidero. Podczas rejsu prócz podziwiania pięknych widoków, szukaliśmy krokodyli wylegujących się na słońcu.

W Ciudad del Carmen Robert zamienił się w Robinsona Crusoe i na, jak się potem okazało, prywatnej plaży, na której wylądowaliśmy zupełnie przypadkiem (była piękna i całkowicie pusta), zaczął szukać kokosów 😀 Gdy je znalazł, starał się otworzyć je używając (jak na Crusoe przystało) darów opustoszałej plaży. UDAŁO SIĘ! Woda z kokosa wypita prosto z kokosa – mniam mniam!

20160428_143626

Chitzen Itza –  prekolumbijskie miasto założone przez Majów .. taaaaak, kolejne ruiny do zwiedzania. Miejsce do którego przyjeżdża niemal każdy turysta będący w tych okolicach, przez to miejsce to jest bardzo skomercjalizowane i na każdym kroku krzykliwi sprzedawcy próbują coś wcisnąć. Oczywiście ceny tam są odpowiednio większe niż gdziekolwiek indziej, ale sami daliśmy się tam ponieść i po kilku minutach targowania i udawania, że jednak nie jesteśmy zainteresowani, Robertowi udało się kupić ładną drewnianą, ręcznie robioną figurkę na pamiątkę do naszego przyszłego domu 🙂

Jeśli istnieje raj na Ziemi i miałaby postać plaży, to na pewno według mnie tym rajem jest Isla Muejeres! Piękny piasek, czysta i ciepła woda Morza Karaibskiego stanowiły idealne zakończenie naszej podróży po Meksyku. Żałuję jednak, że brało nam czasu na zwiedzenie Belize i pięknej wyspy Caye Caulker lub San Pedro, o której sama Madonna śpiewała „Piękna wyspa” („La isla bonita„). Jest jeszcze wiele miejsc do zobaczenia i odkrycia 🙂

20160502_134248

Ogólnie całe nasze podróżowanie po Meksyku trwało 12 dni. Zwiedziliśmy 5 stanów: Jukatan, Campeche, Quintana Roo, Tabasco, Chiapas. Spotkało nas wiele dobrych chwil i miłych niespodzianek (np. w jednej z restauracji w Meridzie otrzymaliśmy od kelnera pamiątkę – figurkę jaguara), ale zdarzały się sytuacje gdzie byliśmy źli na tubylców, którzy widząc turystę węszyli pieniądz i łatwy zarobek i nas niejednokrotnie oszukiwali bądź wymuszali pieniądze.

Przyroda jest tam naprawdę cudowna, temperatura zadowala wszystkich miłośników upałów i skwaru, widoki zapierające dech w piersiach. Można i w sumie nie trzeba się zbytnio wysilać by zauważyć dwa zderzające się światy: bogactwa, przepychu jak i biedny, okropnej biedy.

Meksyk był dla mnie krajem, który bardzo chciałam odwiedzić i cieszę się, że w końcu miałam taką możliwość 🙂

Nasza podróż po Meksyku odbyła się od 20 kwietnia do 4 maja.

Reklamy