Pierwsze wakacje w roku

 

Vancouver

DSCF5710

Nie ma to jak zacząć dobrze nowy rok! Pierwsze wakacje w 2016 roku rozpoczęły się już 9 stycznia. Jako że biznes hotelarski miał swój szczyt w okresie świąteczno-noworocznym, przetrwaliśmy najgorsze oblężenie i w chwili kiedy nie było „busy” skorzystaliśmy i wyjechaliśmy :D. Wraz z Adamem i Michałem, którzy dzielili nasz los w Kananaskis postanowiliśmy pojechać do oddalonego od nas o 890 km Vancouver.  Pojechać a nie polecieć.. Zastanawiacie się, czemu? Po 1: Loty na krótką chwilę przed datą wylotu były drogie a po za tym.. Robert- nasz kierowca, był bardzo podekscytowany myślą, że będzie prowadził krętą, górzystą drogą, jaka prowadzi do naszego docelowego miasta. Cała podróż z postojami trwała ok. 11 godzin. Należy dodać, że warunki na drodze były trudne – ślisko, dużo świeżego śniegu i kilka samochodów w rowach.

Do naszego hotelu, którym był Residence Inn w samym centrum miasta (jako pracownicy Delty – która należy do sieci Marriott mieliśmy zniżki na pokoje hotelowe i całość naszego pobytu w hotelu wyszła nas naprawdę tanio :D) dotarliśmy w wieczór. Szybkie rozpoznanie po hotelu, pokoju z widokiem na downtown i wybraliśmy się na wycieczkę do.. Walmartu ❤ tak! Zrobiliśmy zapasy żywieniowe & % i wróciliśmy do hotelu. Jako, że byliśmy zmęczeni drogą każdy zasnął bardzo szybko.

Następny dzień okazał się bardzo pochmurny i deszczowy, dlatego po hotelowym śniadaniu (pyszne gofry – tęsknie za wami) padła decyzja o małym shoppingu ;). Udaliśmy się do centrum gdzie każdy stracił się na kilka godzin by potem wrócić z torbami zakupów :). Każdy zadowolony i głodny :D. Dowiedzieliśmy się, że w Vancouver są dwa polskie sklepy.. Odnaleźliśmy je na mapach Google, przyjechaliśmy, weszliśmy iiiii naprawdę żałuję, że nie zrobiłam zdjęć twarzy chłopaków, kiedy to patrzyli na polskie kiełbasy, mięsko. Ja w Kanadzie byłam świeżakiem, oni zaś byli tam o wiele dłużej niż ja i byli bardzo stęsknieni za jak to nazywają: „polską paszą”. Nic więc dziwnego, że zakupione zostało 2 kg kiełbasy toruńskiej, wędliny, polskie słodycze i polski dobry chleb (za którym ja bardzo tęsknie gdyż tutejszy chleb jest bardzo dmuchany 😦 i sztuczny). Na kolację nie trzeba chyba pisać, co było.. Oczywiście kiełbasa 🙂 Każdy jadł ze smakiem.

Kolejny dzień, był bardzo oczekiwany przez Roberta, Michała i Adama, ponieważ wybraliśmy się do Whistler. Chłopacy wykupili sobie tam skoki na bungee. Dla każdego z nich był to pierwszy raz i każdy czuł podniecenie zmieszane ze strachem, bo przecież nie codziennie skacze się z mostu z wysokości 60 metrów. Ja postanowiłam nie skakać, ponieważ ja swój pierwszy skok z bungee miałam za sobą i nie byłam na tyle zafascynowana by skakać drugi raz. Jednakże chłopaków bardzo dopingowałam i pilnowałam by żaden się nie wycofał. Cała trójka wykazała się odwagą (nasi rodzice powiedzą, że bardziej wykazali się głupotą) i skoczyli. Było mnóstwo frajdy, adrenaliny i śmiechu!

Po tak energicznie rozpoczętym dniu udaliśmy się na spotkanie z Mariolą i Olą – koleżankami Roberta i Michała. Pracują one w Whistler i opowiadały nam jak one korzystają z Working Holiday Visa. Oprowadziły nas także po słynnej wiosce olimpijskiej – Whistler Olympic Village & Whistler Olympic Park, gdzie była rozgrywana część konkurencji podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2010 roku. Wieczorem wróciliśmy do hotelu w Vancouver.

DSCF5851

Dzień następny postanowiliśmy spędzić zwiedzając miasto, które okazało się naprawdę piękne. Robert okrzyknął go mianem najpiękniejszego miasta, jakie kiedykolwiek widział! (a muszę przyznać, że listę zwiedzonych miast to ona ma sporą). Ponoć nawet San Francisco nie zrobiło na nim takiego wrażenia.

Mnie najbardziej spodobał się Stanley Park – widziany za dnia jak i w nocy robi piorunujące wrażenie.

DSCF5754

Dwa ostatnie dni spędzone na oglądaniu miasta były naszymi ostatnimi spędzonymi w Vancouver. Potem musieliśmy przestawić z powrotem nasze zegarki o godzinę (różnica czasu między prowincją Alberta – gdzie mieszkaliśmy i British Columbia, która była naszym miejscem wczasowym), wrócić do Kananaskis i do rzeczywistości.

DSCF5771

K.

Reklamy